Kontrkultura amerykańska lat 60-tych i walka o legalizację marihuany

Amerykańska kontrkultura lat 60-tych zrodziła się z głębokiej niezgody na karykaturalną wolność, okrucieństwa II wojny światowej i skostniałe, anachroniczne relacje międzyludzkie. Kuszenie gospodarczym sukcesem spod znaku American Dream z jednej strony, a z drugiej widmo Ku Klux Klanu sprawiły, że młode pokolenie powiedziało stanowcze “nie” regułom życia kultywowanym przez ich rodziców. Zyskała na tym szeroko rozumiana sztuka, w tym również muzyka, mniejszości narodowe i seksualne, a także… zwolennicy legalnej marihuany.

Narodziny Dzieci Kwiatów

Ruch hipisowski narastał falami. Mówi się, że rok 1967 jest ostatecznym potwierdzeniem jego istnienia. Wtedy właśnie, 14-tego stycznia odbył się głośny happening – Human Be-In, którego inicjatorami byli Gary Snyder, Jerry Rubin i Allen Ginsberg. Wydarzenie miało być poświęcone zdelegalizowaniu LSD, narkotyku, który w latach 50-tych i 60-tych święcił prym popularności, ale w rzeczywistości chodziło o coś zupełnie innego – zebranie w jednym miejscu i czasie wszystkich młodych aktywistów kulturalnych i działaczy politycznych, zwłaszcza z dzielnicy Haight-Ashbury, żeby ogłosić całemu światu początek nowej ery w historii Stanów Zjednoczonych. To właśnie wtedy powstały postulaty ruchu hipisowskiego.

Z dzisiejszej perspektywy hasła hipisowskie nie są szokujące: prawo do bycia człowiekiem, życia, samorealizacji; wolność i równość; nie dla wojny; stop przemocy; wszyscy jesteśmy braćmi. Co ponad pół wieku temu było prawdziwą rewolucją, dzisiaj nikogo już nie oburza. Dowodzi to skali i zasięgu wpływu, jaki amerykańska kontrkultura wywarła na cały świat. W latach 60-tych można było mówić wprost o fali, jaka zalała świat. Najpierw protesty studenckie odbywały się w Stanach Zjednoczonych i w Londynie, w Paryżu i Madrycie dochodziło do zamieszek z Policją, a w Niemczech – 20 lat po wojnie – młodzi odmawiali służby wojskowej i palili swoje karty poborowe; później fala niezadowolenia z polityki i cenzury rozlała się także po uniwersytetach w Polsce (Warszawa, Kraków, Gdańsk, Poznań), a głosy sprzeciwu młodych dało się słyszeć również w Czechosłowacji.

Ruch kontrkulturowy nie sprzeciwiał się określonej ideologii czy konkretnym politykom, a raczej konserwatywnemu, zaściankowemu i dyskryminującemu podejściu do życia. Siły hipisowskich postulatów nie zmniejszyła ani żelazna kurtyna, ani agresywne działania policji czy – jak u nas – milicji. Świat musiał zaakceptować seksualno-mentalną rewolucję społeczną, której celem było również wyswobodzenie umysłu z okowów ciasnoty.

Wolny umysł i wolny dostęp do marihuany

Hipisi mieli dużą odwagę do poszukiwania swojej “ziemi obiecanej” i dążeniu do wolności. Podejmowali przy tym działania szokujące dla skostniałego społeczeństwa, zakładając na przykład komuny, w których starali się żyć jako samowystarczalna wspólnota. Jako najsłynniejsze przeszły do historii Strawberry Fields i Morning Star, ale warto też wspomnieć o tzw. Szmaragdowym Trójkącie w Kalifornii. Ich założenia były z gruntu utopijne, co w praktyce prowadzi zazwyczaj do autodestrukcji. Już wtedy oskarżono je o sianie degeneracji, szkodliwych ideologii i propagowanie narkomanii, ale trzeba pamiętać, że – paradoksalnie – umiejętne stosowanie substancji psychoaktywnych w kręgach hipisowskich sprawiło, że nie odnotowano przypadków popadania w uzależnienie od narkotyków. Wręcz przeciwnie – środki odurzające miały jasno określone miejsce w kulturze hipisowskiej. Służyły jako element stymulujący medytację i pozwalający na rozszerzenie percepcji.

Do ulubionych należała marihuana palona w skręcanych domowymi, czy raczej squatterskimi sposobami, przy pomocy bibułek (bletek), jakie – w komercyjnej odsłonie – zamówić można tu: https://vaporshop.pl/pl/14-bibulki. Z procesem legalizacji marihuany silnie związana jest historia tzw. Szmaragdowego Trójkąta w Kalifornii. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych osiedliło się tu wielu członków kultury hipisowskiej. Szczególną ich sympatią cieszyły się trzy hrabstwa: Mendocino, Humboldt, Trinity. Właśnie w nich ziemia była wyjątkowo tania. Ponadto, obszar północnej Kalifornii znajdował się zdała od zbiorowisk ludzkich, co w połączeniu z bezkresnymi górami porośniętymi lasem dawało najlepsze warunki do życia dla ludzi, którzy tak przecież cenili kontakt z naturą. Hipisi przywieźli tu ze sobą także nasiona marihuany, którą szybko zaczęli uprawiać. Zarówno ziemia, jak i klimat bardzo sprzyjały tym roślinom, a na korzyść plantacji działały również bujne lasy i spora odległość od skupisk ludzkich.

Marihuanę uprawiano na własny użytek i palono w postaci skrętów, a plantacje szybko zaczęły się rozrastać. Pieniądze ze sprzedaży marihuany w końcu stały się podstawą ekonomii w tamtym regionie, a trzy hrabstwa zaczęto nazywać Szmaragdowym Trójkątem (Emerald Triangle). Taki stan rzeczy wkrótce zainteresował DEA i organizacje sprzeciwiające się plantacjom marihuany. Wojna między nimi a zwolennikami wolnych konopi trwała do 1996 r., kiedy przegłosowano ustawę Prop(osition) 215 i marihuana stała się legalna.

Dzisiaj produkty na bazie tzw. leczniczej marihuany są legalne nawet w Polsce, aczkolwiek niewiele osób wie, że specjalne młynki do rozdrabniania ziół pozwalają na dokładniejsze wyciągnięcie z rośliny jej wartości odżywczych i zdrowotnych. Przygotowane w ten sposób zioła można zarówno zaparzać, jak i palić, ciesząc się ich wzmocnionym działaniem. Marihuana przynosi ulgę w wielu dolegliwościach, zwłaszcza bólowych, a także daje działanie relaksacyjne, które pomaga przy rozmaitych chorobach na tle psychicznym. Młynki wykorzystywane do jej rozdrobnienia pozwalają na spotęgowanie tych dobroczynnych właściwości.

9 miesięcy temu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 + sześć =